Przejdź do głównej zawartości

1946 r. - wspomnienia ucznia szkoły muzycznej

 

Niepozorna podróż dwunastoletniego chłopca z Krakowa do powojennego Brzegu stała się początkiem niezwykłej muzycznej drogi. Jerzy Skuciński wraca we wspomnieniach do narodzin Państwowej Szkoły Muzycznej I st. im. Józefa Elsnera w Brzegu oraz barwnego życia w mieście odbudowującym się z wojennych zgliszcz. To opowieść o ludziach, pasji, akcentach, obyczajach i o… fabryce fortepianów.

My, szkoła muzyczna i Fabryka Fortepianów 

Ze wspomnień Jerzego Skucińskiego opublikowanych na łamach tygodnika lokalnego "Kurier Brzeski".

 Mój skromny wkład w historyczny udział tworzenia „łańcuszką” szkolnej więzi, tamtych trudnych lat rozpocząłem w Krakowie. Pierwsze kroki edukacji muzycznej, związane były z grodem wawelskim, gdy w 1946 r., z „Dzikiego Zachodu” jak to mówiono ówcześnie, ojciec przywiózł dla mnie pianino „BAYERA” firmy berlińskiej. Klawisze były żółte z kości słoniowej, ale płyta była metalowa. Stary instrument posłużył do pierwszych ćwiczeń, mozolnych. Nauczycielem był wujek Karol Kwinta, założyciel chóru Wojska Polskiego w Krakowie. Rok 1947 kwiecień, pożegnałem rodzinny Kraków, szkołę „Braci Pijarów” i rodzinną dzielnicę Krakowa Krowodrza. Brat Janek i mama odprowadzili mnie na „Dworzec Główny” z tobołkiem osobistych rzeczy, załadowali mnie przez okno do przedziału, ponieważ był skład przeładowany. Mama prosiła osoby, które jechały do Wrocławia, aby mnie wydano w Brzegu.


Podróż, która zaczęła wszystko

Było gorąco jak na tę porę roku. Miałem miejsce siedzące i dwunasty rok życia. Pociąg z Krakowa ruszył o 12:20 do Katowic. Jechał powoli — pamiętam te drewniane mosty, jęczące i skrzypiące, na których człowiek bał się oddychać. Przez cały Górny Śląsk lokomotywa mozolnie ciągnęła nas w kierunku Opola.

Gdy mijaliśmy Koźle i Kędzierzyn, była już noc. Za Gogolinem czuwałem, mimo zmęczenia — emocje nie pozwalały zasnąć. Do Brzegu pociąg wjechał o 4:30 nad ranem.

Wyładowano mnie… przez okno wagonu. Podziękowałem i pobiegłem w stronę wyjścia. Przed dworcem nikogo nie było. W głowie miałem tylko wskazówki brata: uważać na „kacapów”, czyli sowieckich żołnierzy, i schodzić im z drogi.

Pierwsze kroki w nowym mieście

Łukiem przeszedłem w stronę ulicy Piastowskiej, potem do wypalonej poczty i ulicy Długiej. Mijałem kościół św. Mikołaja — wtedy bez dachu, z gołymi ścianami, przypominał gotycki kościół mariacki. Budynki wokół straszyły pustymi oczodołami okien.

Panowała cisza, tylko myszołowy piszczały na wieży. W końcu dotarłem pod numer 18, gdzie po drugiej stronie wisiał szyld sklepu braci Mosurów. Krzyknąłem dwa razy: „Tato!”. Ojciec wychylił się z trzeciego piętra i zganił mnie, że obudzę cały dom. Po chwili świecą oświetlał mi drogę po schodach. Wbiegłem na górę, przywitaliśmy się i zasnąłem snem kamiennym.

Nauka w „powszechniaku” i pierwszy kontakt z muzyką

Następnego dnia ojciec zaprowadził mnie do szkoły podstawowej nr 1 przy ulicy Chrobrego. Dyrektorem był pan Lubicz, wychowawczynią pani Maria Król, a śpiewu uczył profesor Fuksa. „Powszechniaka” ukończyłem w 1950 roku.

Mama wysłała list z nakazem: mam rozpocząć naukę w Państwowej Szkole Muzycznej im. Józefa Elsnera przy ulicy Daszyńskiego 18. Ojciec, dzięki znajomości z państwem Glicami i Bąkami, załatwił moje przyjęcie w ciągu tygodnia. Dzięki Janinie Glica zacząłem uczyć się gry na pianinie. Rok szkolny był prawie stracony, ale dzięki pani Janinie Zawadzkiej udało mi się go uratować.

Między akcentami — życie wśród rówieśników

Pochodziłem z Krakowa, a dokładnie z Krowodrzy — miałem charakterystyczny akcent. Koledzy śmiali się ze mnie, ale sami nie słyszeli, jak „zaciągają po wschodniacku”. Z czasem wszystko się wymieszało, a język polski i codzienne kontakty zrobiły swoje.

Prokurator, który założył szkołę muzyczną

Założycielem PSM był prokurator Edward Olszewski — małomówny, poważny, przez co trochę się go baliśmy. Ale to on sprawił, że szkoła otrzymała piękne secesyjne pomieszczenia przy ulicy Piastowskiej.

Budynek przy Daszyńskiego 18 i przy Piastowskiej należały wcześniej, w latach 1870–1902, do właściciela fabryki fortepianów i pianin brzesko-legnickich.

W sercu brzesko-legnickiej Fabryki Fortepianów

Miałem okazję uczestniczyć w zajęciach praktycznych w oficynach przy Daszyńskiego — poznawaliśmy konstrukcję pianin i fortepianów. Prawdziwa fabryka mieściła się przy ulicy Trzech Kotwic 9 (w późniejszych latach działała tam fabryka silników elektrycznych).

Legioniści z 1915 r. w środku Adam Noworyta
Adam Noworyta w środku,
legioniści w 1915 r.


Niestety w 1945 roku wojska radzieckie ograbiły zakład. Dyrektorem był Adam Noworyta — kierował zarówno fabryką, jak i Szkołą Muzyczną w latach 1946–1948.

Przenosiny szkoły i trudne powojenne realia

Chwil przenosin szkoły dobrze nie pamiętam, ale radość z nowej siedziby była ogromna. Pianin wciąż brakowało. Zimy były trudne, brakowało opału — budynek trudno było ogrzać.


Stroicielem pianin był podoficer WP, Wilhelm Futerek, ojciec mojego kolegi. W 1949 roku dyrektor Zawadzka objęła nowe stanowisko, a do szkoły przyszło wzmocnienie — profesor Adelajda Kozonowa, ponad osiemdziesięcioletnia Wilnianka, jedna z ostatnich spadkobierców tradycji uczniów Chopina.

Mimo artretyzmu grała Chopina z pamięci, pięknie, wzruszająco. Uczniowie pomagali jej wprowadzić się do pokoju w prawym skrzydle szkoły — decyzję o jej sprowadzeniu podjęli Adam Noworyta i Janina Zawadzka.

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Maj 1966 - film dokumentalny

Wypadki brzeskie - film dokumentalny W tym roku obchodzimy 60. rocznicę dramatycznych wydarzeń, kiedy władze komunistyczne brutalnie spacyfikowały mieszkańców broniących swoich księży, wracamy do historii „Czarnego Czwartku”. 26 maja 1966 r. na Placu Zamkowym zebrały się tysiące brzeżan. Odpowiedzią władz było ZOMO, gaz łzawiący, pobicia i masowe aresztowania. W wydarzeniach ucierpiały kobiety, dzieci i przypadkowi przechodnie. To była jedna z największych akcji ZOMO w Polsce między 1956 a 1968 rokiem. Dopiero po 40 latach miasto mogło oficjalnie uczcić pamięć o tamtym sprzeciwie wobec przemocy i represji. ✨ Pamiętamy o tych, którzy stanęli w obronie Kościoła i swojej godności.

Książę Jerzy II – renesansowy władca, reformator i mecenas

Na tle innych przedstawicieli dynastii piastowskiej postać Jerzego II jawi się jako jedna z najbardziej interesujących i wszechstronnych. Jego otwarty umysł, zamiłowanie do piękna, a także niezwykła aktywność gospodarcza i polityczna sprawiły, że księstwo legnicko‑brzeskie weszło w okres wyjątkowego rozwoju. Charakter księcia, łączący romantyczne upodobania z pragmatyzmem administratora, zaowocował licznymi osiągnięciami, które odcisnęły trwały ślad na historii Śląska. Bibliofil, rycerz, kolekcjoner W gabinecie Jerzego II znajdowały się cenne druki, świadczące o jego wyrafinowanych zainteresowaniach. Obok wierszowanego romansu Weiss Kunig (1517), opartego na autobiograficznych wątkach Maksymiliana I, przechowywano jego wcześniejszą wersję Tojerdang (1514). Na półkach widniały również zbiory mów łacińskich, europejskie kroniki, poezja oraz genealogie rodów panujących z bogato zdobionymi portretami. Książę kolekcjonował także militaria: pancerze, miecze i ozdobne pistolety. W zwierzyńc...